- 24 kolejka: Real Saragossa - Betis Sevilla
- 24 kolejka: Mallorca - Villarreal
- 24 kolejka: Barcelona - Valencia
- 24 kolejka: Granada - Real Sociedad
- 24 kolejka: Athletic Bilbao - Malaga
- 24 kolejka: Sevilla - Osasuna Pampeluna
- 24 kolejka: Real Madryt - Racing Santander
- 24 kolejka: Getafe - Espanyol Barcelona
- 24 kolejka: Sporting Gijon - Atletico Madryt
- 24 kolejka: Levante - Rayo Vallecano
|
Ostatnim spotkaniem tej kolejki będzie "królewskie" starcie Saragossy i Betisu na La Romareda. Obie drużyny w poprzedniej kolejce były sprawcami nie lada niespodzianek, ogrywając kolejno Espanyol i Bilbao grając na wyjazdach. To może zwiastować zwyżkę formy, szczególnie dla piłkarzy Saragossy, którzy ligowe zwycięstwo odnotowali pierwszy raz od 16 października poprzedniego roku, kiedy ograli u siebie Sociedad (2-0). Betis podobnie jak dzisiejsi gospodarze zdobył komplet pierwszy raz od czterech spotkań. Jednak trzeba przyznać, że gra Betisu a gra Saragossy w tym sezonie to dwie zupełnie różne bajki. Każdy z nas pamięta jak wyglądało spotkanie na Benito Villamarin w Sevilli, kiedy gospodarze prowadzili już 4-1, żeby pozwolić sobie na stratę dwóch bramek i bardzo nerwową końcówkę. Tym razem Beticos będą musieli sobie radzić bez swojego kapitana Iriney'a, a Avispas bez Lanzaro. Dużo ważniejszym ogniwem jest ten pierwszy, który po części nadaje rytm piłkarzom z Sevilli. Drugą bardzo istotną postacią jest Salva Sevilla i to od niego dzisiaj w głównej mierze będzie zależało czy goście tego spotkania zagrożą czerwonej latarni La Liga. Mecz trudny, zarówno dla piłkarzy jak i dla typerów, jednak w tej kolejce (jak mogliśmy się przekonać) atut własnego boiska jest najbardziej istotny. Saragossa w historii spotkań pierwszoligowych z Betisem grać potrafi, w ostatnich 11 spotkaniach aż 8 razy nie przegrali, notując 5 wygranych. W kwietniu 2008, kiedy ostatni raz mieliśmy okazję oglądacie starcie między Saragossą a Betisem padł wynik 3-0 dla przyjezdnych. Dzisiaj raczej nie będzie powtórki. Podobnie jak w pierwszej części sezonu, wydaje mi się, że możemy zobaczyć tutaj dużo bramek, mimo że gospodarze zdobyli ledwie 8 goli w 10 spotkaniach na własnym stadionie. Over 2.5 wyceniany jest na 2.20, a wygrana gospodarzy w opcji bez remisu płatna jest 1.96. Wybór należy do was. Ja odpuszczam. NO BET Mallorca pod wodzą Joaquina Caparrosa osiąga wyniki zbliżone do tych za kadencji Michaela Laudrupa. Ciężko więc jednoznacznie określić, czy ta przymusowa zmiana szkoleniowca wyszła Wyspiarzom na dobre. Faktem jest jednak, że od kiedy za sterami ekipy z Balearów stanął były szkoleniowiec Athletiku Bilbao to Mallorca w żadnym z rozgrywanych spotkań nie schodzi poniżej określonego poziomu. Poziomu, który wystarcza by pokonać takie drużyny jak Real Saragossa, Sporting Gijon, Rayo Vallecano czy Betis Sevilla, jednak jeśli na horyzoncie pojawia się nieco silniejszy kadrowo rywal to kibice Mallorki nie mogą być dobrej myśli. A takim będzie ich niedzielny przeciwnik. Ostatnie spotkanie Mallorki to wyjazdowa porażka z Malagą (1-3). Biorąc pod uwagę nieobecność kilku absolutnie kluczowych graczy to można powiedzieć, że Mallorca zagrała całkiem niezłe spotkanie. Podobnego zdania jest zresztą Caparros. Hiszpan był zadowolony z zaangażowania, jakie jego drużyna włożyła w tamto spotkanie i powiedział, że spotkanie z Malagą było jedno z najlepszych Mallorki pod jego wodzą. Przed konfrontacją z Villarreal do kadry meczowej wracają zawieszeni w poprzedniej kolejce Ramis, Victor i Marti. Wciąż niezdolny do gry jest natomiast Cendros, a za kartki tym razem pauzuje Chico. Jeśli ktoś na półmetku rozgrywek spisał sezon Villarreal na straty to może okazać się, że się mylił i to grubo. Ekipa Submarines dzięki remisowi z Barceloną i trzem wygranym wydostała się ze strefy spadkowej i do miejsca dającego prawo do gry w kwalifikacjach Ligi Mistrzów traci zaledwie 6 punktów. Jeśli spojrzeć na obecną dyspozycję Villarreal pogoń w ich wykonaniu jest jak najbardziej możliwa. Drużyna pod wodzą Jose Francisco Moliny odzyskała radość z gry w piłkę, a na wymierne korzyści długo czekać nie trzeba było. Wysoka wygrana nad Sportingiem Gijon (3-0), komplet punktów przywieziony z Sevilli (1-2) i zwycięstwo nad Granadą (3-1) mogą być bardzo obiecującym zwiastunem na końcówkę sezonu. Do formy wrócił przede wszystkim Borja Valero, który znów niemalże w pojedynkę ciągnie cały zespół, spokój w drugiej linii zapewnia Marcos Senna, a cuda w bramce wyczynia Diego Lopez. Niestety poza grą znów znalazł się Nilmar. Brazylijczyk, który do niedawna nie grał z powodu negocjacji transferowych, których był przedmiotem, a gdy tylko wrócił na boisko to nabawił się problemów mięśniowych. Oznacza to, że o sile ataku Submarines znów stanowić będzie Marco Ruben, który w spotkaniu z Granadą spotkaniu z Granadą wrócił do gry po krótkiej przerwie i od razu trafił do siatki. Oprócz Nilmara Molina nie będzie mógł skorzysta oczywiście z kontuzjowanych od dłuższego czasu Rossiego i Catali, a także Angela, który ma problemy z żołądkiem. Można być niemalże pewnym, że ekipa Villarreal na Balearach nie zostanie przywitana brawami, a serią gwizdów. Dlaczego? To właśnie Żółta Łódź Podwodna skorzystała dwa lata temu na wykluczeniu Mallorki z europejskich pucharów, a kibic piłkarski jest pamiętliwy jak mało kto. Myślę jednak, że nie przeszkodzi to gościom w osiągnięciu korzystnego rezultatu, podobnego do tego z pierwszej rundy (Villarreal ograło Mallorkę 2-0). Myślę, że Villarreal będzie kontynuował wspinaczkę w tabeli i spotkania tego nie przegra, a przy odrobinie szczęścia być może zgarnie komplet punktów. Typ: Villlarreal AH 0.0 @2.36 (Pinnacle) Spotkanie Barcelony z Valencią to bez wątpienia klasyk ligi hiszpańskiej, a klasyków nigdy dość – z takiego założenia musiał wyjść los, kiedy kojarzył ze sobą te dwa zespoły w półfinale Copa Del Rey. Dzięki takiemu wypadkowi zdarzeń jutro będziemy świadkami czwartej konfrontacji Blaugrany z Los Ches w tym sezonie, a trzeciej w przeciągu trzech tygodni. Porażką z Osasuną (2-3) Barca przypłaciła awans do finału Pucharu Króla. W meczu rozgrywanym trzy dni po potyczce z Valencią Duma Katalonii zagrała po prostu bardzo źle i choć trudno oceniać, czy było to spowodowane zmęczeniem po konfrontacji z Valencią, czy po prostu dobrą postawą przeciwnika w dość ekstremalnych warunkach atmosferycznych to pewne jest, że zwycięstwo nad Los Blanquinegros pociągnęło za sobą nie tylko pozytywne wieści. To właśnie po tym spotkaniu na problemy z łydką zaczął narzekać rozgrywający Blaugrany – Xavi Hernandez, a jak ważnym jest on ogniwem w mechanizmie Pepa Guardioli nikomu opowiadać nie trzeba. Już bez Generała Barca zagrała więc we wspomnianym meczu z Osasuną oraz z Bayerem Leverkusen (3-1). I o ile o pierwszych połowach w obu tych spotkaniach w Katalonii chcieliby jak najszybciej zapomnieć, o tyle po przerwie gra Barcelony nabierała rumieńców i tylko duży pech, który towarzyszył Blaugranie na boisku w Pampelunie sprawił, że podopieczni Pepa Guardioli nie wygrali obu spotkań, a tylko mecz w Leverkusen. Spotkanie z Valencią powinno być o tyle różne, że Barcelona będzie w nim gospodarzem, a to właśnie o wyjazdowych problemach Dumy Katalonii pisaliśmy nie raz. Jeśli Barca gra na Camp Nou to – przynajmniej do tej pory – nie zawodzi. I choć atut własnego boiska sprzyja Barcelonie to nie należy zapominać, że za kartki pauzować będą Dani Alves i Javier Mascherano. Szczególnie absencja tego ostatniego, biorąc pod uwagę regres formy Pique może sprawić Guardioli niemały kłopot. Odpadnięcie z rozgrywek o Puchar Króla paradoksalnie może wyjść Valencii na dobre w kontekście rozgrywek ligowych. Dlaczego? Otóż piłkarze mając w głowach rozgrywki pucharowe często podświadomie odpuszczali spotkania ligowe i mimo, że Unai Emery zwykle desygnował w nich do gry najsilniejszy skład to Valencia nie grała tego, na co ją stać. Przez takie roztargnienie Los Ches punkty gubili z Realem Sociedad (0-1), Osasuną (1-1) czy Racingiem (2-2). Poprawa przyszła, gdy tylko odpadli z Copa Del Rey – efektowna wygrana ze Sportingiem (4-0) oraz pokonanie Stoke City (1-0) po pokazie dobrej, hiszpańskiej piłki dały temu świadectwo. Czy to wystarczyło, by poprawić morale drużyny i przygotować się mentalnie do kolejnego starcia z Barcą? Trudno powiedzieć, ale pewnym jest, że to właśnie w głowach zawodników tkwi klucz do wiktorii na Camp Nou. Bo że Valencia ma potencjał, by ograć Katalończyków – o tym przekonywać nie trzeba… Tym bardziej, że do kadry meczowej wracają Dani Parejo, Pablo Hernandez, Ricardo Costa, a przede wszystkim Jordi Alba, który w duecie z Jeremy Mathieu w spotkaniach z Barceloną jest prawdziwą udręką dla obrony rywala. Jedynym nieobecnym będzie więc Ever Banega, który piątkowego treningu nie ukończył z powodu bólu więzadeł stawu kolanowego. Ciężko jednak w spotkaniu tym znaleźć dobry zakład. Dlatego osobiście postawię na fotel, telewizor, chipsy, piwo i dobre widowisko. Wam polecam to samo. Typ: NO BET |














