W teorii nowy Mistrz Hiszpanii, jak można już nazywać stołeczną ekipę Królewskich podejmie na Santiago Bernabeu borykający się z problemami zespół z Santander. Jose Mourinho mimo dziesięciopunktowej przewagi nad odwiecznym rywalem nie pozwala na rozluźnienie swoim zawodnikom i obecnie ma obsesję na punkcie pasillo na Camp Nou. Żeby tak się stało piłkarze Realu Madryt muszą sobie zapewnić aż 16 punktów przewagi nad Barceloną przed kwietniowym starciem w Gran Derbi. Jest to możliwe, bo jak inaczej postrzegać drużynę, która do tej pory w sezonie straciła ledwie 8 punktów?
Jedną z drużyn, która zabrała ekipie Mourinho punkty jest właśnie sobotni rywal z Kantabrii. Po bardzo słabym wrześniowym spotkaniu obie ekipy opuszczały El Sardinero bez jakiejkolwiek zdobyczy bramkowej. Jest to również jedyny remis Madrytczyków w lidze jak do tej pory. Już za kilka godzin Ronaldo i jego koledzy będą mieli okazję do rewanżu. W poprzednim tygodniu nadarzyła się okazja, żeby udowodnić coś pierwszej drużynie, która pozbawiła Real kompletu - Levante przyjechało do Madrytu i mimo objęcia prowadzenia, wyjechało z bagażem czterech goli. Nie może to jednak dziwić, skoro z 11 spotkań rozgrywanych w Madrycie, gospodarze wygrali 10 i we wszystkich strzelali minimum 3 bramki. Co więcej, aż osiem spotkań kończyło się z liczbą 4 lub większą po stronie strat gości! Statystyki są niesamowite, a żądza rewanżu za stratę punktów w pierwszej części sezonu i chęć wywarcia jeszcze większej presji na ekipie z Katalonii z pewnością zmotywują wszystkich w Madrycie, zarówno kibiców jak i piłkarzy.
Mówi się głośno o problemach w Racingu. Juanjo Gonzalez jednak znalazł jakiś cudowny sposób, żeby z drużyny bardzo przeciętnej (żeby nie mówić słabej) zrobić ekipę, która przegrała ledwie jedno spotkanie z ostatnich dziewięciu! Co prawda bilans 3-5-1 nie jest już tak świetny, nie mniej skazywany na drugą ligę klub z Kantabrii walczy. Walczy na tyle twardo, szczególnie w obronie, że powstrzymał w zeszłą sobotę inny klub z Madrytu, rozpędzone niczym francuskie TGV Atletico Madryt. Piłkarze Racingu potrafili się postawić również Valencii wyrównując tuż przed końcem spotkania. To duże plusy przed meczem z liderem. Problem polega na tym, że to były spotkania rozgrywane w domu. Na uwagę przy spotkaniach wyjazdowych zasługują: remis na San Mames i szokujące zwycięstwo na Reyno de Navarra. Gonzalez będzie musiał sobie radzić bez Colsy (do czego mogliśmy się już przyzwyczaić) oraz Jairo i Stuaniego. Brak tego ostatniego jest dużym ciosem w i tak marnie grającą linię ofensywną. Acosta z pewnością będzie zagrożeniem, biorąc pod uwagę upodobanie gospodarzy do tracenia bramek u siebie niemal co mecz. Kontry to jedyna szansa Racingu na przetrwanie i kilka miłych chwil w Madrycie. Pytanie jakie należy sobie zadać to czy zespół Juanjo wytrzyma całe 90 minut intensywnej gry przeciwnika.
Właśnie ta intensywność w grze Realu jest oszałamiająca, dominacja na własnym stadionie jest oczywiście niepodważalna dla Królewskich, jednak martwią tracone często bramki. To jednak pozwala przeciętnemu kibicowi emocjonować się ewentualną sensacją bądź niespodzianką. Do składu gospodarzy wraca długo oczekiwany Di Maria i trzeba przyznać, że dla gości jest to jedna z najgorszych wiadomości. Argentyńczyk z pewnością jest głodny gry, głodny kolejnych asyst, pięknych dryblingów i ekstazy w jaką wprawia swoich kibiców na Bernabeu. Będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony i na pewno będzie motorem napędowym wielu akcji. Ronaldo też będzie harował za dwóch, bo przecież dobrze pamięta jak fatalnie zaprezentował się przy okazji pierwszego spotkania w tym sezonie.
Koniec końców, niespodzianki na pewno nie będzie. Nawet jeżeli zacznie się tak jak tydzień temu z Levante. Real nie ma prawa przegrać tego meczu, nie ma go nawet prawa zremisować. Mou już się o to postara, kibice zresztą też. Pytanie - czy wszyscy piłkarze w białych strojach zagrają na 100% mając w perspektywie wyjazd do zimnej Moskwy na pierwsze w tym roku starcie w Pucharze Mistrzów? Jeżeli tylko gospodarze podejdą do tego meczu profesjonalnie, będziemy mogli obstawiać ile strzelą bramek. Waham się między 3 a 4, jako minimum, bo tak jak wspomniałem wcześniej - liczby są po stronie Mou. Jednak kursy nie rozpieszczają. Minimum 3 bramki w wykonaniu białej ekipy wyceniane są przez bet365 na ledwie 1.44, natomiast już 4 i więcej to kurs 2.10 - dokładnie tyle samo dostaniemy, jeżeli ktoś stwierdzi, że tradycji stanie się zadość i goście strzelą bramkę Casillasowi. Wybór należy do was. Ja to spotkanie obejrzę z ciekawości jak Mou ustawi ekipę przed starciem w Rosji.
NO BET